K A T A R Z Y N A   E W A   Z D A N O W I C Z






WYDANE KSIĄŻKI
WIERSZE
RECENZJE

STRONA GŁÓWNA
NOWOŚCI
KONTAKT
KSIĘGA GOŚCI






Katarzyna E. Zdanowicz






Życie jedno po drugim mija
Bez poezji
Bez urody
Bez miłości

Denise Levertov







kurz i blask

gdy już ją miał
jej ciało kruche i pachnące mlekiem
włosy wilgotne pełne snów i deszczu

gdy już ją miał
i spała cicho w jego domu
i jadła mu z rąk jak oswojone zwierzę
a blask z niej jak kurz opadał na podłogę
i przed snem mówiła obudzę się w tobie

zrozumiał że nie ma nic




cement

zabijali się długo patrząc sobie w oczy
- patrz na mnie cierpliwie byś nic nie przeoczył -

cegiełka rozpaczy pusty jak piec brzuszek
słowa jak aniołki z plastiku bez nóżek

w ciemnym przedpokoju nadmuchane ściany
kruchy szkielet okna krew i śnieg za drzwiami

zabijali się długo patrząc sobie w oczy
cóż po nich zostanie - ten wierszyk uroczy -




Tomb Raider

trzeba zdusić tę iskrę myślała
i zdusiła ją zębami jak pluskwę

taka dzielna choć taka mała
umie wszystko przemienić w pustkę




Behemot

miauczymy w nocy jak zgłodniałe koty
których nie potopiono chociaż tego chciały

rosną nam pazurki wilgotnieją oczy
wchodzimy na dachy i co noc spadamy

a to dziwne życie na przekór nam wraca
jak stara kochanka lub pijacka czkawka
wchodzi nam do gardeł krząta się oddycha
i wije w nas gniazda jak w kominie kawka

- weź mnie w worek
wrzuć do wody
i ucałuj dla osłody -




Hycel

nocą gdy wraca do domu matka otwiera jej drzwi
gdzie byłaś chyba nie z nim
on duszę ma cienką jak kożuszek z mleka
i umrze w rowie i nie zapłacze nikt
i pochowają go w ziemi jak łupinę od orzecha

ona mówi matce
jestem jego suką on jest moim psem
i noszę w sobie szczenię które was zagryzie
nie patrzę wam w oczy ale dobrze wiem
skradacie się na palcach coraz bliżej bliżej

ta krzywda i ten ból
on jest już tylko mój




morele

z pianą na ustach mówi że wciąż kocha
a gdy ręce zaciska na szyi
powtarza głosem słodkim jak niemowlę
żebyśmy zawsze tak szczęśliwi byli

i pyta czy zejdę z nim do piwnicy
tam gdzie mieszkają ropuchy i szczury
by czytać książki jeść pajęczyny
i babciom wyjadać konfitury

- ta lepsza część mnie
wciąż mówi nie -




groch

my nie mówimy do siebie mówią do nas słowa
a cisza jest jak nitka pomiędzy zębami
ona chciałaby powiedzieć że noc jest głęboka
ale jej usta nie zrobią tego za nic

my nie mówimy do siebie za nas mówią słowa
milczymy jak duchy w zbrojach rycerzy
on chciałby powiedzieć że nic już w nim nie ma
lecz dobrze wie ona nie uwierzy

my nie mówimy do siebie każdy z nas się chowa
w getrach swych myśli w stęchłej gęstej mowie
umieramy po cichu kochamy bez słowa
i nikt o nas nic nie wie i nikt się nie dowie




mielizna

pamiętam dobrze że ciebie zapomniałam
i nic po tobie żadnej mokrej rany
siedzę w pokoju płytkim jak akwarium
gdzie wiatr zabawia się z firankami

a chleb jest z brązu woda spalona
język jak płetwa krew mętna słona

masz to co chciałeś i dobroć się psuje
zęby zaciskam - zdradzam cię czule




stuk, stuk

w ustach robaczek twardy jak łupina
rzęsa jak drzazga albo bat na słońce
leżę jak martwa rozkrojona ryba
pralka wiruje jak prastare morze

sprzedaję książki i kupuję mleko
a sznur na szyi noszę jak apaszkę
i po dywanie brodzę jakby był on rzeką
gdy patrzę w ciemność wszystko jest jasne

a noc wielka jak ropucha
wciąż stoi u moich drzwi
patrzę w jej szklane oczy
i myślę że to ty




koncert życzeń

moim ulubionym bohaterem kreskówek jest Jezus
czasami w upały wchodzę do kościoła
posadzka jest chłodna krew pachnie czereśniami
czeszę się jak Maryja mam swego anioła

......................................................................

chciałabym umrzeć na krzyżu który dla mnie zrobisz




przysmak

on mówi ty o tym nic nie wiesz
ale gdy budzę się nad ranem
rozpacz mnie wypełnia jak topielca woda
sen stoi w gardle powietrze jak mąka
mgła pod wycieraczką ślina gęsta słona

a ja dobrze znam tej rozpaczy smak
mięta ocet gorycz czarna perła strach




myszy i ludzie

a on w niej jest jak martwy płód
a ona nie chce go z siebie wyrzucić
czeka już dawno wykopany dół
i ptak bez zębów piosnkę zaczął nucić

a ona włosy ma jak kępki mchu
a skóra jej żółknie jak stare naczynia
i łyka tabletki od lekarzy stu
i pije wino choć to nie jej wina

i nie odwiedza jej żaden bóg
nie wspominając już sąsiadek
a serce syczy w niej jak wąż
i nawet kawa pachnie jadem

przytruła się tobą i głupia umiera
tną ją szukają lecz ciebie tam nie ma




cha, cha

kat stracił dla mnie głowę
a król wciąż zaprasza
na kolację z udziałem
swych dwunastu braci

a ja kocham błazna
i gdy nikt nie widzi
leżymy nago na królewskim tronie
a później cichutko jak szczury lub lisy
chowamy się w sobie
jak w wilgotnej norze




podwieczorek

myśleli że połknęła obłok

zrobili jej płukanie żołądka
oraz wykład o śmierci
i zdrowym odżywianiu

a to on połknął ją

brak mi tchu - mówi mu -




sadza

spalam cię w sobie jak zepsute mleko
wypluwam popiół jak liście herbaty
noc się wykluwa jak brzydkie kaczątko
i kury wciąż gdaczą i wyją łajdaki

brudna jak kopciuszek żar wygarniam z pieca
zbieram mlecz na łące oblizuję palce
i mówią mi wszyscy w bólu jesteś piękna
a ja ich dotykam lecz na nich nie patrzę

cyganka pod blokiem krzyczy strzeż się ducha
on serce rozgniata nogą jak ślimaka
idę do biblioteki chowam się nie czytam
- on pełznie po cichu on kartki przewraca -




i ty możesz zostać generałem

chłopak który mnie kocha poszedł na wojnę
wziął ze sobą komórkę i zadzwonił z frontu

... śniłaś mi się dzisiaj nie pisałaś wierszy
byłaś taka dobra jak chleb z gęstym dżemem
śpię często w okopach zimnych jak twe ręce
we włosach mam błoto a w ustach mam ziemię ...

ten który mnie kocha poszedł na wojnę
którą wywołałam

- zabijcie go szybko bo za często dzwoni -




ziółko

nie mam garbu mam klątwę - twardy zgniły orzech
Bóg wytknął mnie palcem i plunął trzy razy
ojciec chce bym wyjechała w góry lub nad morze
matka co noc płacze później zioła parzy

a ja siedzę nago w wannie z zimną wodą
i jest mi tak ciepło jakbym była z tobą

ząbek ułamany plama na spódnicy
to co było ważne odtąd się nie liczy

taka mała klątwa - zielony kamyczek
mogłabym go połknąć ale zacznie krzyczeć

ktoś mi dał ją kiedyś jak złoty łańcuszek
wisi mi na szyi nosić ją wciąż muszę

schowajcie te pięści bo jestem przeklęta
- to co ja zapomnę ona zapamięta -




Jaś i Małgosia

o północy plac zabaw przypomina cmentarz
i nikt się już nie bawi w piaskownicy
nie mamy łopatek grabek i wiaderek
idziemy tam się całować i nabijać z ciszy

dobrzy ludzie śpią w domach starzeją się drzewa
koty leżą w śmietnikach i liżą swe brzuchy

jesteś jak zamek z piasku
i kiedy powiem to masz się rozsypać
jestem jak pięść z kamienia
i w każdej chwili mogę ciebie skruszyć




sio

a on nie kocha wcale jej
i ona też nie kocha jego
leżą nago i gryzą sen
czy to coś złego czy coś złego

a on ma siwe krucze brwi
a ona oczy ma jak sarenka
lecz nie wiadomo kto z nich jest zły
czy grzech jest ciężki czy wina wielka

a na polach gnije mgła
i wilki wyją pod domami
a on to ty a ty to ja
i strach jest w nas i ponad nami




plastik

słońce pełznie po łóżku jak obżarty pająk
śpisz wtulony we mnie jak w podartą sieć
a ja czuję jak gasną pochodnie twych ramion
a ja słyszę jak stygnie w nas dym albo śmierć

ale tak naprawdę chciałabym być lalką
wypchaną i zimną
nie widzieć nie słyszeć wabić pustą minką




czyścioch

panienka z okienka
- hop -

czy to nie jest
przypadkiem
błąd

karetka człapie jak czołg
daleko daleko jest stąd

a oczy pęknięte jak szkiełka w pierścionku
migoczą przez chwilę i gasną gdzieś w środku

matki wołają na obiad
dzieci idą do domu
niebo pachnie jak kasza
śmieciarka nadjeżdża zza rogu




Margaret Astor

chcę mieć usta sine jak topielica

panie w sklepach kosmetycznych zanim zapłacę
sprawdzają mi puls i pytają o najbliższe plany

co w tym dziwnego
że dziewczyna chce dobrze wyglądać
- i śmierć oswoić jak kota sąsiadki -




plastuś

brat przychodzi ze szkoły i mówi
- narysowałem Chrystusa ale mi nie wyszedł -

mówię mu nie przejmuj się ja kiedyś narysowałam siebie
i wyszło mi tak dobrze że do dziś nie mogę się otrząsnąć

narysuj

chmurę którą zjada księżyc
tęczę rozlaną w kałuży
śnieg za paznokciami

narysuj

anioła w kostnicy którego serce
topnieje tak jak kostka lodu
ćmę wpiętą we włosy
rudą gwiazdę w zlewie

- on mówi dobra i leci po kredki -




mniam, mniam

ostatnio zgubiłam się w supermarkecie
pan od konserw mnie znalazł i oddał mamie
- uwielbiam mężczyzn którzy pachną paprykarzem
i mają oczy spuchnięte jak księżyc -

ale wiersz ma być o tym że się ciągle gubię
to jedyne co umiem to jedyne co lubię




brud

stygnie krew i mleko albo kasza z sokiem
wiatr łazi po drzewach i gryzie gałęzie
psy śnią o miłości ujadają okna
ciebie nie ma nigdzie a ja jestem wszędzie

a tak chciałam uciec od tej czystej twarzy
która tak czerniała jak węgiel w lusterku
i krzyczałam babciu ja taka nie jestem
a babcia mówiła - nie szkodzi diabełku




nożyk

noszę błękitne sukienki ale to nie znaczy
że chcę uwieść papę smerfa i zamieszkać w lesie

możecie mi nie wierzyć wszak uwielbiam żądlić
i przyznaję że pszczółka maja była dla mnie konkurencją
ale to nie ja ją zatłukłam tym małym toporkiem
byłam wtedy z guciem czytaliśmy wiersze

chcę być z wami szczera

rumcajs zaprosił mnie na kolację
lecz do niczego nie doszło bo nie jem dziczyzny

i nic mnie nigdy nie łączyło z panem kleksem
chociaż lubię intelektualistów z długimi brodami

może i na taką wyglądam

ale naprawdę nie chciałabym być dziewczyną spidermena
płatnym mordercą albo studentką filologii polskiej

chcę być jak gwiazda w occie albo nożyk w krtani

nie uległa
zimna
trudna do przełknięcia




tuli.pan

szkoda mi tej małej pisywała wiersze
chodziła do szkoły w przygniłej sukience

drobna i żylasta cienka jak igiełka
spojrzał jej ktoś w oczy zgięła się i pękła

nikt nie wie dlaczego była taka krucha
choć już dawno zdechła język jej się rusza

zbiegli już się ludzie z całej mojej wioski
patrzą na nią tępo i mruczą jak osły

a w niej coś tam rzęzi skomli i oddycha
ksiądz przyszedł z kadzidłem i na diabła czyha

lecz to tylko motyl wpadł jej do gardełka
bo była jak kwiatek pachnąca choć ścięta




kopciuchy

zgubiłaś pantofelek
- spodnie i rajstopy

nie zauważyłaś księcia
- bo byłaś pijana

usnęłaś pod schodami
zdjęli ci koronę
- sprzedali na rynku
kupili szampana

jutro się obudzisz z pleśnią na języku
i nie poczujesz wstydu nie poczujesz chłodu

zaczniesz wymyślać bajkę którą im opowiesz
- zaraz po powrocie do zamku z betonu




mdłości

czasami w autobusie
spotykam mężczyzn
którzy pachną jak ty

podchodzę wtedy bliżej i szepczę złodziej

ale mój lekarz mówi że to nie jest miłość
tylko choroba lokomocyjna




wiersz pochmurny

zginiemy nie pokochane
martwe jak kłody
spróchniałego drzewa

i w chłodny poranek
pójdą nad rzekę żeby nas pogrzebać

i nie ma czego się bać
tak mówi mi serce twarde jak wisienka
i po co ten strach
przecież i śmierć bywa czasem piękna

zimne i blade
nagie i skłębione

będziemy już zawsze
patrzeć w waszą stronę




żar

ścieżki pod ziemią
ciała z korzeniami -

zmarli przychodzą nocą
gdy pachniemy ogniem
iskrą życia snami

czy ten ogień we mnie
który tli się słabo
może ich ocalić
przed słodką niewiarą

wchodzą do sypialni
łykają powietrze
o czym mamy mówić
o pogodzie w piekle

nie mają języków
nie znam ich języka
ich słowa kamienie
porasta wciąż cisza

gałązki w przełyku i kroki we mgle

- rozumiem ich tylko wtedy
gdy mówią że nie rozumieją mnie -




wiersz zaduszny

patrzę na fotografie młodych kobiet
które śpią pod ziemią
zapakowane jak czekoladki
słodkie i nietknięte

ich białe kości i zgniłe welony
pęknięte biodra i pustka na łonach

jesteśmy z wiatru puchu rozpaczy
wilgotne sny zostaną po nas




krochmal

nikt cię jeszcze nie kochał powiedział dotykając jej szyi
nikt odpowiedziała myśląc o tych którzy ją kochali

przez pręty języka świeciło słońce
a chmury w ich ustach pachniały jak mięta

ale tak naprawdę miłość jest jedna
tylko pora dnia się zmienia
..............................................................
kolor pościeli imię wzorek na obrusie




plum, plum

karmiłam go poziomkami
miał brudny podbródek
gryzły nas komary
i kłuły pokrzywy

świat się nam wydawał
mały jak paluszek
złamany w trzech miejscach
wyschnięty podgniły

a potem szliśmy przed siebie
polną mysią drogą
i nagle serce mi pękło
jak balonik z wodą

ale w żadnym sercu
nie ma tyle wody
bym zmyć z ciebie mogła
lepką jak tusz gorycz

ale w żadnym wierszu
nie ma tyle serca
byś stał się ostatni
bym stała się pierwsza

i na żadnym świecie
w żadnym naszym słowie
nie będziemy sobą
choć będziemy w sobie




pa, pa

nie chcę cię straszyć ale mama mówiła
że za to co mi zrobiłeś pójdziesz do piekła
i nie awansujesz

wyglądam teraz jak barbi którą podkarmiono
albo myszka miki po trepanacji czaszki

noszę okulary wielkie jak słoneczniki
warkocze chude jak dżdżownice
i piżamę w tłuste biedronki

właściwie wciąż jestem tą samą dziewczynką
której zdjąłeś majtki

ale już więcej nie nabiorę się na te tanie chwyty
jak miłość śmierć prawda i pisanie wierszy




siny wiersz

dzień przed twoim przyjazdem potłukłam kolano
to na szczęście myślałam choć szczęścia nie było
ono jak głupi szczeniak rozjechany na drodze
leżało w ukryciu pęczniało i gniło

powiedziałeś - ten siniak pasuje ci do sukienki
dworzec stygł pociąg syczał czas się kleił jak rany
powiedziałeś - ten siniak pasuje ci do sukienki
mój niewinny mój podły mój martwy kochany
a dziś już tak mi obcy
cudzy prawie nieznany
jesteś ciszą po burzy
głosem spalonych krain




latorośl

- czarny balon przebity gwiazdą -
w nocy pościel szemrze jak woda
śpię skulona i zimna jak kotka
rozdeptana o zmierzchu na schodach
dzień pęknięty przejrzały jak owoc
nasze ciała młode i zwiędłe
zapach ziemi w pokoju nad ranem i ta rozpacz nie ze mnie choć we mnie




śmiertelna

w jej ustach umierają porzucone ptaki
w ich sercach usypiają ćmy i dżdżownice

wilgotne dzioby stukają co rano
w jej szklany kruchy pęknięty policzek

a brzuszek ma twardy jak pieniek drzewa
i mieszka w nim dusza starego rzeźnika
są takie dni jak wolne pokoje
i ona czuje jak on w niej zasypia

pogryzły ją psy opluły anioły
i szkolny psycholog zwolnił się z pracy
jak słodko jak błogo jest w niej umierać
i nawet nie każe sobie płacić




Dno

tyle razy mi mówiono
nie chodź przez ten las
bo jeszcze cię zgwałcą
i zapomną zabić

- a ty jesteś jak słomka lub wyschnięty wiatr
papierowy statek w pogiętej kałuży -
tak nędzna i krucha że nim pożre cię strach
ty jeszcze go pokochasz ty będziesz mu służyć

a ja wchodzę w ten las jak w wodę po szyję
nie czuję już dna
i dobry Bóg przełyka mnie jak ślinę




Mech

wczoraj pozbierał resztki po niej
włosy paznokcie zapach z poduszki
jak puzzle niedbale porzucone
chciał ją ułożyć z krwi kurzu i pustki

miał po niej cień zaschnięty na ścianie
i głos schowany jak szczur w łazience
zdjęcia wilgotne i popękane i kruchą rzęsę jak pszczołę w butelce

a jej już nie ma w tym mieście w tym świecie
jak larwa śpi w ziemi jak motyl schnie w lesie




Rh -

śni mi się że mnie nie kochasz
budzę się i myślę że mądre dziewczynki
nie powinny wierzyć w sny
ale pod skórą wciąż czuję
twojej miłości coraz mniej mam we krwi

patrzę na ciebie chyba masz zły sen
oddychasz jak pisklę

śni ci się że wiem




Śmierć i dziewczyna

wszystko umiera mówi patrząc w ziemię
suchą i martwą skoszoną nad ranem
wiatr pełznie po niej jak głodna żmija
śmierć śpi pod gruszą
niewinną udaje




przypływ, odpływ

mam pokój z widokiem na morze
łóżko które gada przez sen
piasek w bieliźnie i mrówki w łazience

czy wiesz że meduzy przypominają rozdeptane kapelusze
a dzieci z plaży biorą je w ręce jak morelowy budyń
i krzyczą do matek będzie podwieczorek

dziś znalazłam muszelkę w kształcie twojego ucha
pod mostem usnął pijak zawinięty w cień
życie jest słone a my jak ryby w sieci
każdego dnia miotamy się coraz mniej




Jak umierają małe dziewczynki

nam - małym dziewczynkom które nie potrafią
skrzydeł odlepić jak tarczy z fartuszka
dorosnąć bez bólu i w końcu zrozumieć
że wszystko się kończy - wyjątkiem jest pustka

mówi się

przestańcie się wygłupiać
płakać w łazience
stroić smutne minki

jesteście duże
bądźcie rozsądne
- i jak już macie umierać
zróbcie to porządnie -

niech będzie dużo kamer
niech będzie mnóstwo krwi
umierajcie piękne i nagie
z elegancją rozmachem
znajomością zasad gry

otwierajcie oczy
zagryzajcie usta
jesteście na scenie
w swej najlepszej roli

a my patrzymy na nich
i umieramy tak jak nasze matki

- nieudolnie nieśmiało
bez końca powoli -



Katarzyna Ewa Zdanowicz (ur. 1979) - autorka czterech tomików wierszy: "Improwizacje i nie tylko", "Poznajmy się", "Kolekcjonerka", "Szkliwo". Stypendystka Ministra Kultury (2003 r.). Laureatka wielu ogólnopolskich konkursów literackich. Publikowała w: "FA-arcie", "Undergruncie", "Tytule", "Pro Arte", "Pracowni", "Kursywie". Mieszka w Krupnikach k. Białegostoku.
Tomik "Jak umierają małe dziewczynki" (wyd. Ruta, Wałbrzych 2003) otrzymał wyróżnienie Biblioteki Raczyńskich.